RSS
poniedziałek, 12 października 2015
zima.

Pomimo wszystko, zima mnie oszczędza. Cieszę się, ponieważ odczuwam abstrakcyjny lęk przed zimnem, wilgocią i ciemnością. Jeśli coś może mnie skrzywdzić, to właśnie ta trójca. Absurdalne. Nieprzekraczane.

11:53, coffeecup
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 września 2012
Drzewo życia
Znalazłem wzór wycinanki w necie. zachwycająca! :)
12:10, coffeecup
Link Dodaj komentarz »
jedz módl się kochaj
książka, która zastępuje mi wakacje
:)
12:08, coffeecup
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 listopada 2010
`indian summer` and other stories

Przyszła zima. Kasztanowiec za oknem przybrał postać wojownika z baśni i legend przyszłości. Miałem kiedyś sen, w którym ten kasztanowiec zamienił sie w gigantycznego pawia. Uzbrojony w szable i miecze niczym z filmu science fiction ogon, szczerzył się do mnie zardzewiałymi ostrzami, a niewidome oczodoły wyszukiwaly mojej postaci w oknie. Przerażający był to sen, niczym pokrój tego drzewa. Ogołoconych z pięknych liści przez zimę i już wcześniej, przez insekta, którego ewentualną zaletą, jest wpływ na wzrost liczebności sikorek.

W tej chwili podziwiam czarno - białą grafikę. Stworzoną na tle szarego nieba kaligrafię japońskiego mistrza zen, który wzywa swego ucznia, mimo jego oporu i opieszałości w wykonaniu obowiazku.

18:48, coffeecup
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 listopada 2010

Wczorajszy wieczór wzmógł we mnie niechęć w podejmowaniu jakichkolwiek akcji. Na przekór sobie wysłałem sms`a do mojej instruktorki jazdy, potwierdzajacy dzisiejsze zajęcia, zaplanowałem dzisiejszy poranek wbrew rozsądkowi i chęcią. Już od kilku dni oddawałem zaproszenia na koncerty, wystawy, zajęcia w muzeum, galeriach. Na pokazy filmowe i warsztaty w odziałach Muzeum Narodowego. Zmusiłem sie do nastawienia budzika na alarm przed piata rano. Wykonałem kilka niezbędnych czynności, które zapewnią mi optymalny spokój w ciagu dnia i usiadłem na kanapie. Pierwszy przyszedł sms od instruktorki, w którym przeprasza i odwołuje dzisiejszy plener. Paradoks, jej samochów odmówił posłuszeństwa i nie dojedzie... I spokój. Nikt mnie nie niepokoi, nikt się o nic nie upomina, nikt nie potrzebuje nic na `już, teraz, zaraz`. Dzięki o Panie jedyny i najwyższy za możliwość nudy i bezczynności. O dzięki! Jedyny i Wyproszony o chwilę spokoju, która zaistniała w mojej duszy i umyśle. Jeszcze kilka dni, a padłbym nieżyw...

Jedynie żałuje, że konie nie wypaliły. Przymrozek spowodował, że trawa szuszczy pod stopami, oddech konia w tak zimnym powietrzu powodowałby piekny widok. We wtorek przeżyłem objawienie, objawienie powtarzajace sie za każdym razem, kiedy jestem w siodle. Wierzchowiec doskonale pokazuje mi czy ja panuje nad własnymi emocjami, jest niczym lustro prawdy. Każde moje spięcie, niepewność, rozproszenie uwagi przekłada się na jego, choć powinienem użyć swormułowania `jej` reakcję. Ponieważ najlepiej jeżdzi mi się na klaczy. czy to Holly, czy Havana, mój kontakt z płcią przeciwną jest dużo lepszy, niezależnie od gatunków. Czy to pies (jak użyć formy `suka`, aby nie zostawiło  niemiłego skojarzenia?), kotka, czy klacz. Rozumiemy się wspaniale, choć nie zawsze jest łatwo. Choć nie zawsze nasze `rozumienie się` jest jednoznacznie pozbawione ambiwalentnych przeżyć. Jednak to właśnie z kobietami, z istotami dającymi życie i posiadające cechę wyniosłości tak subtelnej jak pewnej, mój kontakt jest pełny. To kobiety nauczyły mnie różnych czynności, pozwalających nie tyle i nie tylko żyć, co spędzać życie, przeżywać. To kobiety nauczyły mnie jeździc na rowerze, pływać, technik jogi, rozumnego i jasnego wypowiadania się, układania kwiatów, a także uwodzenia, flirtu, sztuki seksu. To kobiety uczyły mnie jak trzymać się w siodle i zrozumieć konia. I pomimo iż wszystkie te czynności robiłem z i pod okiem mężczyzn, żaden z nich nie potrafił przekazać mi subtelności, finezji, niedomówień. Żaden mężczyzna nie potrafił przemówić do mnie w sposób, abym go zrozumiał, aby mnie skłonił do zmiany moich przekonań, przekroczył własne uprzedzenia i lęki. Żaden z mężczyzn w moim życiu, nie potrafił nauczyć mnie umiejędności czerpania radości płynacej z współprzeżywania i współuczestnictwa.

Niech żyje kobiecość....! ;)

14:27, coffeecup
Link Komentarze (8) »
środa, 24 listopada 2010
marzenia

...myślałem, że zarobię na marzenia, tymczasem zarabiam na długi, które te marzenia miały finansować.

17:54, coffeecup
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 listopada 2010
kanapa

Po remoncie Sukiennic odwiedziłem galerię, która ma siedzibę w jednym z zewnętrznych lokali. Pierwsze z pytań, jakie zadałem Pani, którą znam i kojarzę z tego miejsca, było o tyle nietaktowne na ile aroganckie, póżniej było tylko gorzej. Szczerze spodobał mi sie pomysł na kanapę z dmuchanych toreb z szarego papieru, cena odwrotnie proporcjonalna do wartości wykorzystanego materiału, choć niewątpliwie odzwierciedlająca wartość pomysłowości twórców.

-`Zapasowe poduszki tylko po sto złotych` - płętuje moje wątpliwości `Pani, którą znam i kojarzę`.  -`To ja chętnie te zapasowe kupię!` - odpowiadam entuzjastycznie, analizując w tym samym czasie banalnie proste rozwiązanie konstrukcyjne `mebla remontowo - dyzajnersko - figlarnego` jak na własne potrzeby nazwałem kanapę. - `Niestety, osobno zapasowych poduszek nie sprzedajemy, tylko w komplecie` '- Słyszę w tonie odpowiedzi lekką satysfakcję i humor, który bardzo lubię.

19:39, coffeecup
Link Dodaj komentarz »
w rytm walczyka.

wczoraj w nocy słuchałem walczyka z `Ruchomego zamku Hauru` na sali balowej pewnego krakowskiego pałacu. Muzyka czysto i spokojnie płynęła z telefonu, który wygodnie kołysał się w kieszeni na moim biodrze, podczas kiedy ja tańczyłem, wirując łagodnie po marmurowej podłodze. Tak się dzieje, kiedy radość z wykonanej pracy ma możliwość realizacji w bajkowej scenerii.

12:58, coffeecup
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 listopada 2010
                          
18:08, coffeecup
Link Dodaj komentarz »
yelling dog and gramophone

Idąc dzisiaj jedną z krakowskich ulic, usytułowanych przy nasypie kolejowym przecinajacym centrum miasta, moją uwagę i zatopienie się we własnym świecie myśli i doznań introwertycznych odwróciła muzyka i swoisty hałas, którego w pierwszej chwili nie mogłem sprecyzować, dobiegający z okna kamienicy, którą właśnie mijałem.

W wielce lubianym przeze mnie filmie `Fitzcarraldo`, jest scena, w której główny bohater wkracza na przyjęcie, wnosząc gramofon, ustawiając go na niestabilnym stoliku, pośrodku salonu, w którym odbywa się przyjęcie i puszcza płytę, z której płynie głos Wielkiego Caruso.

W pierwszej chwili doznałem deja vu. `Ja to znam`, pomyślałem, `byłem już świadkiem takiej sceny!`. Przez głos płynacy z chrypiącej płyty, przebijał inny, znany mi odgłos. Wycie i zawodzenie psa! Pies towarzyszył głosowi śpiewaka tworząc duet. Po kilku minutach hałas przejeżdzajacego pociągu zagłuszył na dłuższy czas jakikolwiek dźwięk, więc przyśpieszyłem kroku, wychodzac na ruchliwą ulicę, której harmider wykluczał wydobycie jakkiegokolwiek pojedynczego dźwięku.

17:52, coffeecup
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38